Na czym polega gra między rodzicami i nauczycielami?

Nie jest łatwo nauczycielom współpracować z rodzicami, nie jest łatwo rodzicom w sposób otwarty „z pozycji dorosłego” komunikować się ze szkołą.      Wszyscy mamy świadomość, że obecnie funkcjonujący model relacji rodzice –  nauczyciele jest zły, a zakres wpływu rodziców na funkcjonowanie szkoły niewystarczający. Istniejące formy organizacyjne rodziców (Rady Rodziców i Komitety Rodzicielskie) mają charakter fasadowy – przynajmniej tak realnie jest to spostrzegane zarówno przez rodziców, jak i nauczycieli. Zmiana tego stanu rzeczy nie nastąpi z dnia na dzień, musi to być proces. Wieloletnia, pokoleniowa wręcz tradycja utrwaliła pewien stereotyp roli rodziców w placówce oświatowej. Nauczyciele spostrzegają rodziców głównie jako niefachową pomoc (np. na wycieczce, imprezie itp.) lub źródło wsparcia materialnego placówki. Podobnie spostrzegają swoją rolę rodzice.
Warto zauważyć, że mimo ewidentnych niedostatków obecnego stanu rzeczy obie strony, tj. zarówno nauczyciele, jak i rodzice mają niską motywację do wprowadzenia zmian. Wszyscy przyzwyczaili się do tego, że szkoła działa jako instytucja, realizuje głównie zarządzenia i wytyczne władz oświatowych, rodziców traktując jako pewien dodatek, czasami ozdobnik, w najlepszym wypadku realizatora swoich własnych planów.
Warto też zwrócić uwagę na to, że życie w szkole oceniać można na dwóch poziomach; jeden z nich jest  budowany na użytek władz, sprawozdań, wizytacji, a drugi to realne, często trudne sprawy dnia codziennego. Również aktywność rodziców i rady pedagogicznej opisywać możemy na obu poziomach. Większość znanych nam organizacji rodzicielskich funkcjonuje zgodnie z oczekiwaniami szkoły tj. dba głównie o dobre prezentowanie się wobec władz.
Rzadko kiedy rodzice tworzą w szkole realną grupę nacisku i formułują swoje prawdziwe i istotne oczekiwania. Dzieje się tak jedynie w stanie zagrożenia istotnych dla dzieci i ich rodziców wartości (ewidentne niewłaściwe zachowania nauczyciela, zły sposób realizacji programu nauczania itp.). Następuje wówczas konsolidacja rodziców przeciwko czemuś, lub komuś.  Nie jest to ten rodzaj konsolidacji, o które nam chodzi.
W szkole rzadko obserwować można wspólne działania rodziców i nauczycieli wokół celów pozytywnych, istotnych z wychowawczego punktu widzenia. Brak jest wspólnego z nauczycielami opracowywania koncepcji działań wykraczających poza stereotypowe zorganizowanie wycieczki, czy pomoc w sprzątaniu klasy.

Wdrażana reforma edukacji zakłada istotne zmiany w tym zakresie. W jej założeniach zakłada się zmianę roli rodziców. Z wykonawców poleceń i planów wymyślonych przez szkołę  rodzice mają zmienić się w gremium współdecydujące o procesie edukacji i wychowania dzieci.
W swej istocie jest to wysoce racjonalne. Nauczycielom powierzamy bowiem to, co mamy najcenniejszego w naszym życiu – „obróbkę” własnych dzieci. W wysokim stopniu od postaw, poglądów  i sposobu zajmowania się naszymi pociechami przez nauczycieli zależy co nasze dzieci w życiu osiągną, jakie będą, do czego dojdą.
Nielogiczne zatem jest niskie zainteresowanie rodziców sposobem oddziaływania szkoły, jej programem pracy, metodami realizacji tego programu itp. Tak się jednak dzieje.

Warto przyjrzeć się przyczynom tego zjawiska.

–   Ludzie przyzwyczajają się do tego co jest, preferują niedostatki „znanego” od obiecywanych korzyści „nieznanego”.  Możemy więc powiedzieć, że proponując zmiany – w tym i na lepsze, ale nieznane – możemy napotkać na opór.

–   Dobrze znamy stereotypowo zorganizowane zebranie rodziców. Mimo, że niewiele z niego wynosimy – ma ono niezaprzeczalne uroki. Przede wszystkim zabiera stosunkowo mało czasu. Nie wymaga się też od rodziców podejmowania jakichkolwiek decyzji. Możliwość zrzucenia odpowiedzialności za wychowanie na barki szkoły jest dla niektórych rodziców psychologiczną korzyścią, jaką czerpią z utrzymywania status quo obecnego stanu relacji nauczyciele-rodzice.

–   Rodzice w ogromnej większości nie są gotowi do podjęcia roli współdecydujących o  ważnych sprawach szkoły. Część rodziców chciałoby  mieć poczucie większego sprawstwa, ale przed zmianą powstrzymuje ich wątpliwość, czy większy wpływ rodziców na życie szkoły. Przyjmując, że to stanowisko jest jednak ekstremalne i że większość rodziców chciałaby mieć  wpływ na funkcjonowanie szkoły – warto zauważyć, że rodzice w swej większości nie są otwarci na wprowadzanie rewolucyjnych zmian w tym zakresie.

·     Często obserwuje się brak zrozumienia, że każda ze stron winna brać odpowiedzialność za swoje relacje z dzieckiem, nie może obwiniać się nawzajem za niepowodzenia w tym zakresie.-   Tak naprawdę szkoła nie jest przygotowana do wprowadzenia rewolucyjnej bądź co bądź zmiany, jaką byłaby konieczność rzeczywistego dzielenia się swoimi kompetencjami. Ani kiedyś, ani obecnie żadne władze szkolne, tak naprawdę nie wymagały (nie oczekiwały?) by tak się stało! Szkoła przyzwyczajona jest do tego, że większości decyzji nie musi konsultować z rodzicami. I choć czasami ponosi duże koszty takiego stanu rzeczy (sama dźwiga odpowiedzialność za sprawy za które częściowo przynajmniej powinni wziąć odpowiedzialność rodzice), narzeka na brak aktywności rodziców na rzecz szkoły – nie bardzo podobają jej się ci za bardzo „wtykający nos” w nie swoje sprawy.

–    Mimo pojawienia się pierwszych uregulowań prawnych dotyczących Rad Rodziców i Rad Szkoły – w przeważającej liczbie przypadków są to ciała o  charakterze prezydialnym przy dyrektorze szkoły, nie są autentyczną siłą decydującą o najważniejszych sprawach placówki. Jest to wynik wprowadzania rozsądnych, ale nowych uregulowań prawnych wobec środowisk niedostatecznie przygotowanych do ich zaakceptowania i wdrażania. Jest jednak nadzieja, że proces uspołeczniania szkoły będzie stopniowo pogłębiał się. Funkcjonujące prawo dotyczące Rad Rodziców i Rad Szkoły nie wzmacnia rodziców na tyle, by stać się mogli autentycznym, równoprawnym partnerem dla szkoły. Pamiętać należy bowiem o tym, że szkoła jako instytucja dysponuje znacznie większą siłą, strukturą, tradycją, hierarchią, a przede wszystkim jest spostrzegana przez rodziców jako rodzaj władzy nad powierzanym jej dzieckiem. Szkoła posiada atrybut władzy, co powoduje uruchamianie się mechanizmów przeciwdziałających spontanicznemu oddawaniu przywilejów. To właśnie w obawie przed tą władzą rodzice wycofują się z wszelkich działań mogących być spostrzeganymi jako niezgodne z oczekiwaniami szkoły. Świadomie więc nie podejmują działalności na tym polu. Spotkać się też można z funkcjonującą normą, że nie należy brać udziału w pracy szkoły – jest to bowiem sposób na „załatwienie„ czegoś dla własnego dziecka. Taka norma, choć nie jest powszechna, jest niezmiernie destrukcyjna dla realizacji zadania demokratyzacji szkoły.

–    Ani rodzice, ani nauczyciele, ani często władze oświatowe i samorządowe nie mają jasnego i jednoznacznego obrazu tego, na czym rzeczywiście może polegać nowa rola rodziców w szkole. Brak też szerszej merytorycznej dyskusji w tym zakresie.
Oczywistym już jest to, że proces demokratyzacji społeczeństwa powinien pociągać za sobą uspołecznianie szkoły. Ale też nie można popaść w drugą skrajność. To jednak szkoła ponosi ostateczną odpowiedzialność za kształt edukacji i jej ważną funkcją jest wychowanie. Od tej odpowiedzialności nie może uciec.

–   Istnieje bardzo duża grupa rodziców pourażanych sposobem zachowania nauczycieli w czasach, gdy sami byli uczniami. Występuje u tej grupy ludzi proces generalizacji.  Będąc już rodzicem przywołują wspomnienia z dzieciństwa i zachowują się emocjonalnie nieadekwatnie do sytuacji tj, boją się, czują niepokój, nie są aktywni, trudno im bronić własnych racji itp. Rodzicom tym należałoby pomóc w pełnej identyfikacji z aktualnie pełnioną rolą. Bez takiego wsparcia nie będą gotowi do podejmowania konstruktywnych działań na rzecz szkoły. Równocześnie mają oni niewielką szansę na właściwą kooperację w sprawach swoich dzieci.

Istnieje duża grupa rodziców pourażanych zachowaniem niektórych nauczycieli wobec ich własnych dzieci. Czują się bezradni w sytuacji, gdy nauczyciel narusza godność ich dziecka. Nie podejmują interwencji w obawie o ewentualne (realne, bądź wyimaginowane) represje. W sytuacji bezpiecznej, jaką były spotkania warsztatowe z osobami z zewnątrz, wyrażali, czasami gwałtownie, swoje obawy i niepokoje,  szukali wsparcia, sposobu wyjścia z tej trudnej sytuacji. Wydaje się więc, że chcąc znaleźć wśród rodziców sojuszników dla realizacji idei demokratyzacji życia szkolnego i włączyć ich w proces współdecydowania i brania rzeczywistej współodpowiedzialności za sprawy szkoły, należy wypracować mechanizm nieurazowego przekazywania informacji zwrotnych do nauczycieli. Należy też wzmacniać rodziców gotowych udzielać nauczycielom rzetelnych informacji zwrotnych, oraz uczyć nauczycieli przyjmowania i korzystania z nich. Oczyści to atmosferę i udrożni komunikację.

–   Szkoły w dużych miastach najczęściej nie mają tradycji integrowania rodziców, skupiania ich wokół realizacji wspólnych celów. Rodzice przez lata spotykając się na zebraniach i wywiadówkach nie mają okazji do bliższego poznania się, co nie sprzyja oczywiście podejmowaniu przez nich jakichkolwiek działań na rzecz szkoły.

–    Obniżający się status społeczny, oraz zdecydowanie niski poziom materialny nauczycieli w porównaniu ze znaczną grupą rodziców, stwarza nie do końca uświadomioną, a tym bardziej zwerbalizowaną barierę utrudniającą otwartą komunikację i konstruktywną kooperację obu grup. Nakłada się na to funkcjonujące jeszcze przesłanie o społecznej misji nauczyciela, jego powołaniu.

Równocześnie coraz częściej spotkać można przeciwne przekonanie – nauczyciele to nieudacznicy, którzy nie potrafili znaleźć sobie lepiej płatnej pracy.  Zarówno wśród samych nauczycieli, jak i społeczności rodzicielskiej funkcjonuje więc bardzo dużo sprzecznych ze sobą stereotypów i przekonań decydujących o tym, że rodzice i nauczyciele często spostrzegają się jako odrębne grupy interesu.  Może to być ważny powód niskiej integracji wokół wspólnego celu, jakim jest wspieranie dziecka w rozwoju. Powszechność płatnych korepetycji wzmacnia to zjawisko.

–   Nauczyciele zazwyczaj nie mają wystarczającego przygotowania do pracy z dorosłymi, gdyż studia pedagogiczne dostarczają głównie wiedzy jak uczyć dzieci. W pracy z rodzicami kierują się nie zawsze dobrze podpowiadającą intuicją. W sposób niezamierzony urażają rodziców, odreagowują własne emocje, bądź nie potrafią obronić się przed inwazyjnością niektórych rodziców. W związku z tym często sami czują się wykorzystywani i przez nich atakowani.

Wdrażana reforma edukacji zakłada istotne zmiany w tym zakresie. W jej założeniach zakłada się zmianę roli rodziców. Z wykonawców poleceń i planów wymyślonych przez szkołę  rodzice mają zmienić się w gremium współdecydujące o procesie edukacji i wychowania dzieci.W swej istocie jest to wysoce racjonalne. Nauczycielom powierzamy bowiem to, co mamy najcenniejszego w naszym życiu – „obróbkę” własnych dzieci. W wysokim stopniu od postaw, poglądów  i sposobu zajmowania się naszymi pociechami przez nauczycieli zależy co nasze dzieci w życiu osiągną, jakie będą, do czego dojdą.Nielogiczne zatem jest niskie zainteresowanie rodziców sposobem oddziaływania szkoły, jej programem pracy, metodami realizacji tego programu itp. Tak się jednak dzieje.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły dla oświaty. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.